Ebook „Unikat na dnie (?)” – zapowiedź, premiera, recenzja

ebook "Unikat na dnie"

Nareszcie doprowadziłam swój pierwszy ebook do końca. Kiedy zaczęłam go pisać, miała powstać z tej treści książka – jako mój „pisarski” debiut. Na tą chwilę skończyło się na ebooku, który przygotowałam od początku do końca samodzielnie – od napisania, po korekty, redagowanie (może nie zawsze idealne, ale na tą chwilę ok ;)), nadanie wartości ISBN, zabezpieczenie plików do publikacji i dystrybucji (przed kolejnymi naruszeniami praw autorskich i intelektualnych), nadanie formatów pod czytniki i samodzielną dystrybucje na różnych platformach sprzedażowych.

Jak wydać ebooka samodzielnie?

Wszystkie próby wprowadzenia ebooka wcześniej do sprzedaży, spełzały na niczym. Przeciwności uderzały z każdej strony. Nie poszła próba przedsprzedaży – skończyło się tylko na informacji, że ebook jest gotowy, ale nikt nie był zainteresowany. Nie poszła próba samodzielnej reklamy na moich stronach – nikt nie był zainteresowany. Nie przeszły próby wysyłek tekstu do wydawnictw, które wzięłyby mnie pod swoje skrzydła jako autorkę tej pierwszej publikacji (wydawnictwa nawet nie poznały nigdy treści ebooka, więc nie wiedzą co on w sobie kryje. Treść zna tylko kilka osób, które nie mają nic wspólnego z wydawnictwami). Nikt nie był zainteresowany. Nikt nie chciał w jakikolwiek sposób pomóc w wydaniu książki / ebooka. Klapa po całości. 8 miliardów ludzi na świecie, a nikt nie chciał go przeczytać.

Musiałam wziąć sprawy w swoje ręce i wydać go w taki sposób, jak było to możliwe na moje dotychczasowe warunki – bez jakiegokolwiek budżetu, bez pomocy, a teraz także bez firmy. I co najlepsze – zaczęłam tą treść pisać w trakcie zamykania pierwszej firmy, a skończyłam ją dopracowywać po zamknięciu drugiej. 

Przypadek? 

Nie sądzę. 

Nie została w żaden sposób produktem mojej firmy i widocznie tak miało być, bo treść nie ma nic wspólnego z tym co robiłam przez ostatnie 2,5 roku. Książka miała być tylko i wyłącznie produktem osobistym – i takim się właśnie stała. 

I czy można wydać ebooka bez prowadzenia firmy?

Na początku myślałam, że nie ma nawet takiej opcji. Jednak im więcej w ten temat wchodziłam, tym odkrywały się przede mną nowe informacje. Czytałam przepisy, poznawałam możliwości i można. Można sprzedać swojego ebooka na zasadach umowy o dzieło / zlecenie / a nawet useme – jako freelancer (i póki nie przekroczy się konkretnych limitów zarobków, to można tak właśnie go opublikować). Oczywiście, dużo łatwiej byłoby to zrobić z jakimś wydawnictwem, o ile jakiekolwiek wydawnictwo byłoby skłonne do pomocy (ale jak nie są, no to co można zrobić…). 

Dlatego można wydać ebooka samodzielnie, ale… Ponosi się przy tym dużo większe koszty na dystrybucje, niż przy sprzedaży na własną firmę czy będąc pod skrzydłami wydawnictwa. Ponadto, wszystko musi załatwiać autor i nie ma przy tym żadnej reklamy i działań marketingowych. Jest to proces długi, pracochłonny, a mimo wydania tekstu w formie self – publishingu bez firmy, i tak oddaje się połowę zysków – na podatki i do wydawnictw, które go tylko dystrybuują (i to u nich dowiedziała się wielu istotnych rzeczy). No cóż… tak czasami bywa. PS. może kolejny ebook będzie o tym, jak wydać ebooka nie mając żadnych perspektyw 😉

Jak wyszło kiedy amatorka robi samodzielnie książkę / ebooka?

Ocenę pozostawiam Wam. Sami uznacie, czy chociaż minimalnie dałam radę 😉

Jak to wszystko się zaczęło, że pomyślałam o wydaniu swojego ebooka?

Był 2015 r. Szczecin. Wszystko zaczęło się od konferencji Inspiration Day Show – genialne wydarzenie z niesamowitą atmosferą i rewelacyjnymi ludźmi – podsumowanie można zobaczyć np. TUTAJ

lub TUTAJ

lub TUTAJ – ps. jestem w centrum miniaturki 😉

To tylko fragmenty, ale nawet teraz wszystko poczułam raz jeszcze. Świetni prelegenci, w tym wszystkim znany (a przynajmniej powinien być) Mateusz Grzesiak, który opowiadał swoją historię, przy której pojawiły się łzy na całej sali. Mi się wręcz chciało buchnąć płaczem. Wtedy bowiem, dokładnie jak usiadłam na sali przed wystąpieniami, odebrałam telefon od klienta, który nie zapłacił mi za pracę. W związku z tym, że napisałam o tym publicznie, on postanowił do mnie zadzwonić i grozić mi przez telefon mówiąc: “odszczekasz jeszcze, co powiedziałaś”. Pieniędzy do tej pory na oczy nie zobaczyłam (kilku tysięcy złotych), mimo zrobionej pracy i mimo, że prawnicy mieli się tym zająć. Wtedy zrozumiałam co znaczą groźby, od osób, które same są winne swoich nikczemnych czynów i nie potrafią przyznać się do własnej nieuczciwości. 

Po tych wszystkich wystąpieniach naprawdę dostałam życiowej inspiracji do działania, ale to nie był koniec wejścia na drogę własnych zmian. Uważam nawet, że rok 2015 był pod tym względem dla mnie szczególny.

Pół roku później. Grudzień rok 2015. Trasa książki “Hejtoholik” Michała Wawrzyniaka (Kołcz Majk). To spotkanie zmieniło moje spojrzenie na ludzi, którzy świadomie mi szkodzili, i dopięło to wszystko, co usłyszałam na Inspiration Day Show. To wtedy kupiłam książkę Hejtoholik, którą na miejscu podpisał autor i od tego zaczęła się moja decyzja o napisaniu własnej książki 🙂 Po powrocie, pochłonęłam Hejtoholika dosłownie w sekundę (nie mogłam się od niej odkleić 🙂 ). Po przeczytaniu książki, jakby we mnie potężna energia wstąpiła. Wtedy powiedziałam do siebie “Kiedyś przyjdzie czas, że zarobię na wszystkich swoich wrogach, hejterach i ludziach, którzy z pełną premedytacją i uśmiechem na ustach utrudniali i niszczyli mi drogę życiową. Opowiem swoją historię. Powiem prawdę. Opowiem o moim spojrzeniu na ludzi, którzy świadomie niszczą innych”.

[ps. Obu Panów bardzo szanuje, od początku ich działań. Uwielbiam ludzi, którzy tak jak oni obaj, zaczynali nie mając za wiele i doszli swoimi wysiłkami do tak ogromnych osiągnięć – na wszelkich płaszczyznach życia (i wiem, że to u nich nie koniec 🙂 ). Znam tą ścieżkę licznych przeszkód, wiem ile wysiłków wymaga i bez względu na to co mówią inni, uważam, że tylko takich ludzi powinno się słuchać – tych, którzy osiągają coś własnymi siłami, przekraczają własne granice, przezwyciężają niesprzyjające okoliczności, a często pracują także dniami i nocami na sukces swoich przedsięwzięć. Ta droga, to tylko dar. Bez względu jak kręta by nie była. Daje dużo więcej doświadczeń, wiedzy, życiowych spostrzeżeń, niż ta, która jest zawsze łatwa, lekka i przyjemna. Tylko tacy ludzie, są w stanie poradzić sobie w każdych okolicznościach, a przy tym, podnieść do góry innych, często nawet zwykłym dodaniem otuchy – której na co dzień po prostu brak. Słowa Olgi Kozierowskiej (świetna kobieta z ogromną energią 🙂 ) z powyższego fragmentu nagrania, mogą być tylko tego potwierdzeniem]

Dlaczego nawiązuje do tych konferencji?

Absolutnie nie po to, aby nawiązywać do prelegentów (mimo, że oni są kluczowymi postaciami na takich wystąpieniach, a ich historie często mogą być spójne z naszymi indywidualnymi doświadczeniami) ale po to, aby zobrazować, że konferencje i możliwość obcowania na nich z ludźmi zajmującymi się różnymi zawodami, pasjami, mającymi inne spojrzenia na życie, posiadającymi inne doświadczenia – otwierają człowiekowi umysł na wiele piętrzących się wewnątrz wątpliwości. I gdyby nie te dwa powyższe zdarzenia, które uważam za jedne z najlepszych na jakich byłam (a były ich setki i nie każdą konferencje można nazwać udaną) nigdy nie podjęłabym decyzji o zmianie zawodu. Zmianie zawodu, który okazał się zupełnie czymś innym, niż uważałam, że jest.

I tak jak opisuje na stronach ebooka – nic nie dzieje się bez powodu, więc moja obecność na tych wydarzeniach też miała nie być bez powodu.

I szczerze?

Nie lubię nawiązywać do innych osób, ponieważ już tyle razy się sparzyłam, że opieranie się na jakichkolwiek plecach może człowieka wpakować w minę. Tak w tym przypadku, jest to szczególne nawiązanie, abyście Wy, moi czytelnicy, zaczęli chodzić na wszelkie możliwe tego typu spotkania. Przekrój ludzi, ich historii i osobowości jest na nich tak duży, że żadne inne atrakcje czy dyskoteki nie są w stanie poznać tak wielu otwartych na działania osób. I kto wie, może za kilka lat, ktoś doceni tą moją radę i uzna, że po którejś z takich konferencji odmienił i swoje życie? ps. chociaż moje rady szybciej chyba ludzie zaczną doceniać po mojej śmierci, bo nie wierzą we mnie za życia 😉

Jak zaczęłam pisać ebooka „Unikat na dnie (?)”?

Tak jak powiedziałam – tak zrobiłam.

Już pół roku później usiadłam do komputera i wylewałam z głowy wszystkie myśli, które mnie wtedy dręczyły. Wszystkie myśli, które chciałam wykrzyczeć światu i ludziom z mojego środowiska. Ludziom, którzy szerzyli świadomie zło i pewnie do tej pory taplają się w swoim życiowym bagnie oszustw, kłamstw i zdrad, udając przed wszystkimi jacy są nieskazitelnie dobrzy. Ja z takimi zachowaniami się nie godziłam, nie godzę i nie zamierzam godzić. Co innego jest powiedzieć komuś nieprawdę ze wstydu czy zażenowania swoją sytuacją życiową, a co innego jest świadomie, z pełnym planem działania, niszczyć komuś życie i opinię, tylko po to, aby lepiej wypaść w oczach otoczenia lub sprzedać duszę dla pieniędzy, bo liczy się tylko chwilowy, a nie długotrwały sukces.

Czego można się spodziewać po ebooku “Unikat na dnie”?

Wiem, że prawda najbardziej boli, ale tylko ona jest wyzwalająca. Długo milczałam. Bardzo długo. Aż przyszedł dzień, kiedy powiedziałam – wystarczy! Jak już kiedyś wspominałam –  “Przyzwalając złu na działanie, nie spowoduje się, że świat stanie się dobry.” Ba – wręcz przeciwnie.

Jeszcze wtedy nawet przez myśl mi nie przeszło, że w tej całej opowieści umieszcze treści, jakich sama się w życiu nie spodziewałam. W życiu nawet nie myślałam, że kiedykolwiek publicznie poruszę tematy i historie tak nierealne dla wielu, a to co kiedyś wydawało mi się ważne, stanie się niczym.

I czy uwierzą w to wszyscy? 

Ojj… 🙂 Zdecydowanie nie. 

Sceptyków będzie mnóstwo. 

Tyle tylko, że ja to przeszłam wszystko na trzeźwo. 🙂 Bez alkoholu, bez używek czy psychotropów. Nie używam takich rzeczy, a jedynym moim uzależnieniem są słodycze (kiedyś niestety także pracoholizm, energetyki i kawa – ale to już dawno wyeliminowane z nałogów 🙂 ).

Dla wielu osób będzie to opowieść kontrowersyjna, przez wpojone przez samych siebie lub środowisko wierzenia – na temat powinności, siebie samych, czy przyjętych poglądów, że ich życie jest lepsze od innych. A kiedy wszystkie sprzeczne ze sobą poglądy wrzuci się do jednego garnka i zamiesza jak dobrą zupę, to nagle można naprawdę posmakować życie. 

Co wtedy się dostrzeże? 

W mojej książce zobaczyć można, że skrajnie różne i rzekomo wykluczające się tematy, wcale skrajnymi względem siebie nie są. A aby to jeszcze mocniej dostrzec, niektóre sytuacje opowiedziane są 2 razy…celowo.

Dla kogo jest ebook Unikat na dnie?

Od razu powiedziałabym, że dla wszystkich. Jednak dzieci mogą jej nie zrozumieć. Na niektóre rozdziały są za młode. Patrząc jednak na swój umysł w wieku 13 lat, mogłabym powiedzieć, że to jest granica wyjściowa. Uważam jednak, że powinny ją przeczytać szczególnie:

– dzieci i młodzież (bez względu na wiek), którzy stracili rodzica lub rodziców w młodym wieku i nie wiedzą czy sobie poradzą, kiedy nastąpiła w ich życiu ta pustka.

– przedsiębiorcy i osoby chcące założyć swoją firmę – aby wiedzieć jak nie działać albo czego unikać.

– osoby, które w jakimkolwiek stopniu “dobiła” pandemia i nie widzą szansy na wyjście ze swoich problemów.

– osoby, które nie ufają innym, przez liczne ciosy od ludzi

– osoby, które mają dosyć życia, uważają, że przechodzą przez trudności, mają depresje, załamania, 

– osoby, które uważają, że nie pasują do tego świata, bo myślą, że ich spojrzenie na świat jest inne, dziwne, nierealne

– osoby, które poszukują motywacji i kopniaka do życia

– osoby, które szukają rozwiązania na swoje problemy (chociażby przez jeden mały impuls, który odmieni spojrzenie na okoliczności)

– osoby kreatywne i twórcze, które nie mogą się przebić ze swoimi (a nie cudzymi) pomysłami

– osoby, które czują się samotne, opuszczone, zranione (uwaga, książka nie zawiera ani jednego tematu na temat miłości, więc nic tu takiego nie będzie).

Komu się ebook spodoba, a komu nie?

Ebook spodoba się wszystkim, którzy są otwarci na świat i życiowe skrajności. Tym, którzy lubią zmiany i odkrywanie nowych tajemnic. Tym, którzy nie mają skrajnych i zatwardziałych poglądów, a są chętni poznać różne drogi życia i spojrzenia na postrzeganie świata. Mimo, że opisuje niektóre kwestie bardzo dosadnym słownictwem, to i tak najłagodniejsza forma opisania tych wszystkich zdarzeń i odczuć, które przerobiłam. Czasami wprowadziłam ostre słowa dla podkreślenia wartości złych postępowań danych ludzkich zachowań.

A komu się nie spodoba?

No cóż…

Moim wrogom 😀 Opisywane historie są o nich, a raczej ich zachowaniach co do mnie. To mój punkt widzenia na każdą sytuacje w życiu, która spowodowała lawinę problemów w moim życiu – właśnie przez ich działania (a i tak nie opowiedziałam o wszystkich). Gdyby Ci ludzie nigdy nie pojawili się na mojej drodze życiowej, w tej chwili byłabym pewnie na szczycie szczytów i realizowała wszystkie swoje marzenia, pomagając innym wzrastać na ich drodze życia. Jednak tak jak wielokrotnie już w życiu mówiłam – traktuje ludzi z wzajemnością, więc nie zamierzam ukrywać co mnie spotkało. To ma być przestroga dla innych, jakimi ludźmi się nie otaczać, jakich unikać, a w podobnych sytuacjach – mówić, a nawet krzyczeć o tym głośno – aż dowiedzą się wszyscy. Chce pokazać, że fakt nie mówienia o różnych sytuacjach w życiu w danej chwili, nie oznacza, że ich nie ma i nie zostaną ujawnione po czasie. Ukazać, że wiele młodych osób jest źle traktowanych i nie ma komu o tym powiedzieć, bo się boją oprawcy (ja też miałam te lęki).

Ludzie nie mówią wprost o tym jak bardzo źle zostali przez kogoś potraktowani, i niestety, daje to nieoficjalne przyzwolenie tym okropnym ludziom na dalsze takie traktowanie innych. Wtedy czują się cwani i pewni, że “wygrali” zniszczenie komuś życia i będą niszczyć je kolejnym osobom. A kiedy wreszcie natrafią na kogoś, kto potraktuje ich zachowania ich własną miarą… no cóż – surprise 😀

Moi wrogowie będą myśleli, że to jest atak na nich, ale nie oni są kluczową informacją tej książki. To ma być tylko obraz pokazania ludzi, którzy źle w życiu czynią i nie zauważają, że oni w oczach innych są tak samo źle postrzegani, jak osoby, którym robią czarny PR. Są tak bardzo w siebie wpatrzeni i skupieniu na niszczeniu innych, że nie widzą, jaka o nich krąży opinia na ich własny temat. Moja książka to ostatni dzwonek dla tych, którzy czynią źle innym. To ostatni dzwonek dla moich wrogów na poprawę swojego zachowania i życia. To dla nich ostatnia szansa, aby się zmienili, naprawili wszystkie szkody wyrządzone innym, przeprosili, przyznali się przed światem i całym środowiskiem, że oszukują, kłamią, traktują ludzi źle czy nie płacą za pracę, którą zamawiają.

W przypadku moich wrogów taka poprawa jest po prostu nierealna i nawet w to nie wierzę, że została w nich jakakolwiek dobra cecha osobowości. Za dużo szkód wyrządzili. Ogromną ilość łez i cierpienia u innych spowodowali. Za dużo ludzkich żyć zniszczyli, uznając swoje zachowania za moralne i normalne. Za dużo wyrządzonych krzywd mają na liście swojego życia. Dla niektórych jest już po prostu za późno…

Podsumowanie

Całe życie płace za świadome „błędy” innych, a oni nie ponoszą za to żadnych konsekwencji. 

Ten rok, kiedy błędy księgowej wpakowały mnie w długi w ZUSie przekraczające 22 tys. złoty (które to długi przy firmie bez zarobków tylko coraz mocniej zaciskały mi pętle na szyi, kiedy koszty prowadzenia firmy wcale nie malały), stał się kumulacją mojego wewnętrznego zirytowania takimi ludźmi. 

Z każdym rokiem ponoszę przez takich ludzi coraz mocniejsze, bolesne konsekwencje, a oni, gdzieś tam żyją sobie jak gdyby nigdy nic i cieszą się, że komuś życie zniszczyli (bo przecież ich życie zniszczone nie jest).

U mnie limit traktowania dobrze takich ludzi się skończył. Ktoś niejawnie mnie niszczy, to musi się spodziewać, że od tego roku ja jawnie o tym opowiem całemu światu. Coś za coś. Konsekwencje mają być dla złoczyńcy, a nie dla atakowanego – i tego zamierzam się przez dalszą część życia trzymać. Irytacja takimi zachowaniami, które zrzucają mnie z mojej ścieżki życia, przelała się u mnie aż nadto. 

Ten rok wprowadził do mojego życia potężne przewroty. Podsumowaniem każdego z nich jest dopięcie ebooka do końca. Mimo, że nie ma opisanych w nim doświadczeń z tego roku (poza jednym), to te z minionych lat potrafią zwalić z nóg.

Gdzie kupić ebooka „Unikat na dnie (?)” ?

Ebooka dystrybuuje w kilku miejscach i jeszcze tą ilość miejsc będę poszerzać, ale chwilę to trwa. Natomiast już teraz zachęcam do zakupu ebooka na poniższych platformach sprzedażowych:

Kupujcie i polecajcie innym, póki jeszcze można. Jak to mówią „czytajcie ebooki, bo tak szybko odchodzą”. Kiedy zabraknie prądu będzie już ciężko go przeczytać. A zachęcam, bo to co w nim jest może odmieni Wasze spojrzenie na świat, okoliczności, i własne dotychczasowe postępowanie.

ebook Unikat na Dnie

Może to Ci się spodoba:

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *