Koniec walki, czyli zamknięcie drugiej firmy

zamknięcie firmy

Ostatnie 5 lat mojego życia to była prawdziwa droga z przeszkodami. Przeszłam przez piekło i przez niebo – w dosłownym tego słowa znaczeniu. Szarpałam się i odpuszczałam. Ponosiłam porażka za porażką. Obrywałam w twarz z każdej strony. Nadstawiałam policzek za policzkiem. Bili. Uderzali. Obrażali. Gardzili. Wywyższali się. A ja… nadal stałam na nogach i przyjmowałam wszystko na klatę. Z pokorą i z wiedzą jaką pozyskałam już od narodzin. Cały czas robiłam swoje, bo wiem, po co się urodziłam. A zamknięcie drugiej firmy…?

Radość życia

Od urodzenia zawsze uśmiechnięta, szczęśliwa, tryskająca energią. Świetne dzieciństwo. Szybka dojrzałość ze względu na śmierć rodzica. Realizacja marzeń drobnymi krokami. Cieszenie się z drobiazgów. Czego się nie dotknęłam, zamieniałam w złoto. Wszędzie było mnie pełno. Tłum znajomych. Oddani przyjaciele – każdy w danej chwili, ale nie na całe życie. Od wielu ludzi w swoim życiu słyszałam, że jestem bardzo pozytywną osobą. Pełno pasji, w których cały czas czuje niedosyt. Liczne szaleństwa, wyjazdy ze znajomymi, i podróże samodzielne – w drodze bez celu. Wiosną, latem i jesienią od 5:00 do 23:00 poza domem. Zimą – czas na wypoczynek. Codziennie za kółkiem, w podróży ponad 100 km. Otwarta do ludzi. Z wizytą na każdej konferencji, targach, wydarzeniach. Z dala od internetu i wirtualnego świata, co było wręcz cudowne. Życie bez internetu jest po prostu jedyne i prawdziwe. Żaden wirtualny świat nie jest w stanie zaspokoić wszystkich potrzeb życia (na szczęście) i cokolwiek by Wam nie wciskali – nie zatracajcie realności. 

Przewrót

Później przyszedł rok 2017. Wtedy zaczęło się piekło przeplatane chwilowymi i bardzo krótkimi pozytywami. Miałam 32 lata. Usłyszałam wtedy, że kiedy przekroczy się 30 lat, życie się przewraca i zmienia swój bieg. Może to potwierdzić każdy miniony już 30-latek. Coś się wtedy faktycznie w życiu zmienia. Ja, po 32 latach świetnego życia (z różnymi chwilowymi, trudnymi przebojami), weszłam wtedy na piekielną drogę. Piekielnie trudną. Piekielnie zagmatwaną. Piekielnie pustą. Wśród ludzi ubóstwiających demony, rytuały i czarne magie. Magie, którymi przyciągają do życia – własnego i cudzego – demoniczne byty, nie pytając czy chcą oni w swoim życiu takie paskudztwo. W ten sposób została rzucona na mnie czarna magia. Kilkakrotnie. Jedni wymieniali się z drugimi, a ja musiałam znosić ich diabelskich przyjaciół, zawracając ich na drogę właścicieli. Gdyby tego było mało, mieszkanie, w którym byłam zameldowana było opętane przez rytuał wykonany na ścianach piwnicy, w trakcie kupowania nieruchomości (kiedy do piwnicy miał dostęp każdy, bo była otwarta). O tym, co się w mieszkaniu i życiu działo po czymś takim, wiem tylko ja i moja rodzina. Zobaczyłam w nim demona twarzą w twarz. Był to rok 2019. Moje życie od felernego 2017 roku – stało się ruiną, ale nigdy przez ten czas się nie poddałam (i nie zamierzam).

Usuwanie przeszkód – zamknięcie firmy i etapów życia

Po kolei pozbywałam się i pozbyłam ze swojego życia wszystkich i wszystkiego, co w jakikolwiek sposób dalej wiązało mnie z tym piekielnym światem. Tym ostatnim elementem okazała się moja własna firma. Firma, która jeszcze przez 2 ostatnie lata była na dodatek rozkradana w sieci przez ludzi bez moralności, którzy jeszcze bardziej przyłożyli się do jej zamknięcia (kiedy ja próbowałam ją chociaż minimalnie ustabilizować w pandemicznych zawirowaniach i bez pomocy wsparcia Państwa – bo mi się nie należało). Chciałam zamknąć firmę już w styczniu, bo widziałam, że nic z niej nie będzie. Nie miała racji bytu. Była nierentowna. Nie zarabiała praktycznie wcale, chociaż wyciskałam z siebie 7 poty, aby to zmienić. Była moją kulą u nogi każdego dnia. Diabelską kulą u nogi, zarejestrowaną na opętanym mieszkaniu. Czułam się z nią jak więzień własnego życia i nie mogłam jej zamknąć przez sprawy urzędowe, które były wynikiem właśnie tych wszystkich demonicznych sytuacji (a to jest opowieść na dłużej. Może gdzieś, kiedyś, ten wątek porusze). I wcale się te sprawy nie zakończyły. To ja powiedziałam – dość! Nie dam dłużej rady tak dalej! Odcięłam demoniczną kulę u nogi – moją własną firmę. Bez względu na konsekwencje, to właśnie firma była moim największym problemem, już od pierwszego dnia jej założenia. Ona nigdy nie powinna powstać. Wiem to. Jednak czasami jak się powie A, to trzeba powiedzieć też B i brnąć w coś, mimo, że chce się uciekać. Chce się uciekać, bo to nie ten kierunek. Chce się uciekać, bo wpada się do głębokiej studni bez wyjścia.

Firmowe podsumowania, a zamknięcie firmy

Kiedy podsumowuje pierwszą a drugą firmę – to dwa różne światy. Pierwsza firma szła do góry – mimo, że popełniłam w niej mnóstwo błędów. Druga od początku szła w dół, bo robiłam coś na siłę. Wbrew sobie. Tylko po to, żeby zarabiać, a zarobku i tak z tego nie było. Nie przynosiło mi to żadnej, ale to żadnej radości, a piętrzące się problemy wynikające z działań nawiedzonej nieruchomości (będące adresem siedziby firmy), tylko jeszcze bardziej odbierały mi chęć życia, a całej firmie szansę na rozwój.

Błędne opinie

I co najgorsze… w przypadku pierwszej jak i drugiej firmy zawsze słyszałam jakich to ja sukcesów nie odniosłam…i że… (uwaga, uwaga, bo to ważne zdanie) – “Ty sobie zawsze poradzisz”! 

Hmm.. serio? To dlatego lepiej pomagać miernotom, a tych z potencjałem zostawiać na pastwę losu? 

A to ciekawe 🙂 

Gdzie zatem te moje sukcesy, bo jakoś ich od 2017 roku nie widzę? A wysiłek, który wsadziłam we wszystko przez ostatnie lata jest tak duży, że aż się wierzyć nie chce, że nic nie przyniósł. Kompletnie nic.

Ja sobie poradzę? 

A skąd wiesz, skoro nigdy nie pomogłeś/aś, ani nie zapytałeś/aś co u mnie? Skąd wiesz, czy nie potrzebuje/potrzebowałam pomocy? Skąd wiesz, czy nie potrzebowałam zleceń, żeby utrzymać swoją firmę? Skąd wiesz, czy nie potrzebowałam/potrzebuje pieniędzy? 

… i tu się na moment zatrzymajmy… 

A Ty ode mnie czegoś potrzebujesz? Uważasz, że ja Ci coś dam i pomogę, bo Ty to chcesz i to za darmo? No cóż… mi po głowie od roku chodzi jedno zdanie “Nie okradaj biednego, bo skończysz w butach jego” – takie idealne zdanie kierowane do tych, którzy chcieli wzrastać na moich plecach, szczególnie w ostatnich 2ch latach życia 🙂

Dlaczego robię ten wpis na blogu?

Ponieważ jeżeli i Ty utrzymujesz firmę, która po pandemii kuleje jak cholera, a wszystkim wokół się wydaje, że srasz pieniędzmi i siedzisz na złocie (bo Ci tak wszyscy wokół rzekomo pomagają, a ty przecież “firmę” prowadzisz) to pamiętaj – ratuj swoje życie, a nie ich durną opinię na Twój temat. I tak będą gadać bzdury – sprzeczne z prawdą – bo nic o Tobie nie wiedzą. Czy naprawdę Ci zależy na takich ludziach, którzy zawsze mają o Tobie coś do powiedzenia, ale nigdy nie pokrywa się to z rzeczywistością? Naprawdę chcesz być w środowisku ludzi, którzy mówią wszystkim wokół o Tobie, ale nigdy nic nie mówią o sobie? Uważasz, że ich zdanie o Tobie ma jakiekolwiek znaczenie teraz lub w przyszłości, szczególnie kiedy nigdy Ci w niczym nie pomogli, a jedynie obniżali Twoją wartość, bo wydawało im się, że im się uda zmniejszyć Twoją siłę?

Siłę masz i zawsze będziesz mieć, bez względu na to czy Twoja firma przetrwa. To tylko firma. Zamkniesz. Posprzątasz bałagan. Odpoczniesz. Kiedyś będzie lepsza. Inna. Nowa. Dostosowana w pełni do stylu Twojego życia.

Miej godność! Szanuj się!

Walcz o siebie, a nie o wyimaginowane opinie na Twój temat.

Ja zawsze mówiłam, że mogłabym przejść przez całe miasto z kupą na głowie i miałbym gdzieś opinię innych. Dlaczego? Bo oni nie mieliby na to odwagi 🙂

…i tym słodkim akcentem 😉 zakończę dzisiejszy wpis.

Każdy koniec to nowy początek…


Kup i przeczytaj moje autorskie ebooki

  1. „Unikat na dnie (?)… czyli co zrobić kiedy życie jest pełne przeszkód?”

Znajdziesz mnie w social mediach


Prawa autorskie:

Copyright © by projektanteczka 2021

www.rokdlasiebie.pl

Może to Ci się spodoba:

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *