# tydz. 4 włosy – nowy specyfik na włosy – kto nie ryzykuje ten nie ma


W czwartym tygodniu metamorfozy włosów postanowiłam użyć specyfiku dość kontrowersyjnego.

Kontrowersyjnego, bo nie jest to specyfik przeznaczony do włosów, ale czytając o efektach innych blogerek i osób, które go użyły, postanowiłam i ja spróbować.
Ten specyfik to maść końska – rozgrzewająca i chłodząca.
Efekty jakie można uzyskać dzięki aplikacji jej na skórę głowy (wcierki), po miesiącu podobno przynosi efekty.
Zakupiłam zatem końską maść i w tym tygodniu rozpoczęłam stosowanie. 
Końska maść przeznaczona jest przede wszystkim na stawy. Jednak jej ziołowe właściwości i silne efekty rozgrzewające i chłodzące pobudzają skórę głowy i cebulki włosowe, a w związku z tym pobudzają na tyle, aby przyspieszyć wzrost włosów, a także przyczynić się do wzrostu włosów baby hair.

Wiele osób się obawia zastosowania, bo przecież nie jest to kosmetyk do włosów. Ja natomiast jestem przyzwyczajona do ryzyka i lubię ryzykować, a przez to że moje włosy są w strasznym stanie, to nie mam nic do stracenia.

Przed zastosowaniem trzeba jednak zrobić próby uczuleniowe w różnych miejscach na ciele. Zaczerwieniona i lekko opuchnięta skóra to normalność, w końcu maść ma mocno rozgrzewać, jednak jeżeli pojawią się wypryski, skóra zacznie swędzieć czy szczypać to lepiej maści nie stosować i nie ryzykować zbyt mono.

Po wykonaniu prób uczuleniowych, u mnie wszystko było ok, więc nałożyłam maść już pierwszego dnia od zakupu.


Pierwsze efekty:
Dzień 1 – po nałożeniu nie czułam nawet nagrzania skóry (nałożyłam maść bez rozcieńczania). Maść nałożyłam na godzinę
Dzień 2 –  po nałożeniu – wstępnie na godzinę lub dłużej, odczułam już rozgrzanie skóry. Ze względu na to, że maść nałożyłam na wieczór pozostawiłam go na noc.
Dzień 3 – nałożyłam maść przed myciem głowy rano, na godzinę i już czułam efekt grzania, a po godzinie zmyłam maść i umyłam głowę szamponem.

Rozpoczęłam różne stosowane techniki i w zależności od dnia będę nakładać maść przez cały miesiąc. Po miesiącu należy na miesiąc maść odstawić, bo nie daje już efektu, a następnie powrócić do aplikacji.

Spróbuje tej mikstury przez obecny miesiąc, a w pełni planuje go przerobić przez kilka miesięcy lub rok, aby dostrzec prawdziwe efekty specyfiku.

Zatem kto nie ryzykuje ten nie ma, a że ja chce mieć to ryzykuje 🙂
A co Ty sądzisz o końskiej maści? Próbowałaś/eś? Chcesz spróbować?

Może to Ci się spodoba:

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *